Select Page

Pamiętasz to uczucie z dzieciństwa? Wkradało się już w niedzielne popołudnie. Przełykałam ostatnie kęsy obiadowego makaronu a w moim brzuchu zamiast błogiego najedzenia pojawiało się uczucie niepokoju.

Co będzie jutro? Czy ktoś będzie pytał? Nieprzewidziana kartkówka? Czy przygotowałam się wystarczająco?

Mój brzuch opowiadał mi o bezradności, poczuciu przytłoczenia, braku przewidywalności.

Dorosłość oznaczała dla mnie wtedy zerwanie z niedzielną chandrą.
Czas, kiedy to ode mnie będzie zależało, co wydarzy się w mój poniedziałek, wtorek i środę.

Niedzielne samopoczucie stało się swoistym testem czy idę we właściwym kierunku? Czy buduję życie, które sobie wtedy obiecałam? Co tworzę wokół siebie i czy biorę za to odpowiedzialność?

Może właśnie tym jest dorosłość – wpływem i braniem za siebie odpowiedzialności?
Za swoje uczucia, myśli i działania.
A z drugiej strony – odmawianiem brania odpowiedzialności za cudze.

Wpływ i odpowiedzialność to coś, czego często nie potrafimy używać.
Mimo, że na zewnątrz mamy już wszystkie atrybuty dorosłego – prawo jazdy, pracę, pijemy kawę i chodzimy bardzo późno spać – nadal w środku działamy w oparciu o nabyte w dzieciństwie wzorce.

Kiedy napotykamy na konflikt w relacji, reagujemy nadmiernym strachem.
Zapadamy w milczenie zamiast powiedzieć o swoich potrzebach i uczuciach.
Unikamy odpowiedzialności za nasz wkład w konfliktową sytuację. Łatwiej wpaść w rolę ofiary – „To on/ona źle się zachowała”.

Mechanizmy, których nauczyliśmy się jako dzieci decydują o naszym zachowaniu mimo, że role i sytuacje całkiem się zmieniły. Trochę niechcący, trochę po omacku, wpadamy w stare „koleiny”.
Żyjemy wedle dyktanda etykiet, którymi kiedyś nas obklejono: „Ta nieśmiała”, „Ten leniwy”, „Dzielny”. Nie pozwalamy sobie na eksperymenty, tożsamość została określona już dawno i przez kogoś innego.

Tak trudno poczuć, że to minęło. Koledzy z klasy i ich przezwiska nie są teraz adekwatne.
Już to przetrwałeś, jesteś wolny i możesz decydować o sobie.
Przeszłe doświadczenia i relacje w pewien sposób nas kształtują, ale nie są z nami tożsame.

Pozostając w roli „grzecznego dziecka” czekasz na pozwolenie, by rzucić pracę, rozstać się z partnerką, żyjesz w strachu, że „nie spełnisz oczekiwań” – rodziców? Społeczeństwa? Swoich?
Nie odmawiasz ze strachu przed obudzeniem czyjejś złości. Mimo, że dziś jesteś na tyle silny i niezależny, że z łatwością możesz ją odeprzeć lub od niej odejść.

Ważnym krokiem w budowaniu własnej dojrzałości jest zobaczenie, gdzie jej nie ma. Gdzie rządzi w nas wewnętrzne dziecko – zagubione, przestraszone, wściekłe? Wzięcie odpowiedzialności za opiekę nad nim i działanie w oparciu o aktualne spostrzeganie świata. To długa droga, pełna zakrętów i zastojów.

Dwie największe przeszkody w budowaniu własnej dorosłości

Toksyczna mieszanka – lęk i apatia.

Głos lęku mówi: „Świat jest zbyt duży dla Ciebie, zbyt przytłaczający. Nie dasz rady. Odpuść sobie dzisiaj!”

Apatia kusi: „Odpocznij sobie, to był ciężki dzień, włącz sobie serial, poserfuj w internecie, zjedz czekoladę. Może jutro będzie lepiej?”

Te pseudo-troskliwe głosy odbierają nam siły życiowe.  Zużywamy mnóstwo energii na uciekanie od strachu i dyskomfortu – unikamy niewygodnych obowiązków, trudnych spraw, znieczulamy się na rzeczywistość. Technologia pomaga nam w tym przedsięwzięciu, oferując 24 godzinny dostęp do rozmaitych rozpraszaczy uwagi, które zamrażają lęk i rozmywają tęsknoty naszego wnętrza.  Zanurzając się w nich możemy skutecznie przespać swoje życie i nigdy nie przebudzić się do naszych prawdziwych potrzeb i marzeń.

Jednak coś w nas zawsze wie, że unikamy – prokrastynujemy, odkładamy to co ważne. Czasem musimy się z tym skonfrontować, gdy nasze plany nie wypalają, relacje się rozsypują a my spoglądamy na bałagan, który powstał wokół nas. Czasem to ktoś z zewnątrz domaga się żebyśmy zrobili porządek w tym nieładzie. Czasem nawiedzają nas dziwne sny, gdzie gonią nas potwory, których unikamy za dnia. Udajemy, że nie słyszymy tego wołania, dopóki nie jest tak głośne, że pęka nam od niego głowa.

W momencie gdy mówimy – „Ja jestem odpowiedzialny, to moja sprawa, ja będę sobie z tym radzić” właśnie wtedy dorastamy. Przestajemy czekać, żeby ktoś nas uratował, wyręczył, ….., bierzemy sprawy w swoje ręce. Przynajmniej do następnego razu. ;)

„W czym jeszcze potrzebuję dorosnąć?” – jak to pytanie rezonuje z Tobą?
Dorosłość to nie decyzja – „Już nigdy tak nie zrobię”.
To proces dojrzewania, w którym możemy od siebie jedynie wymagać, aby próbować – najlepiej jak się da w tym momencie, w tej konkretnej sytuacji, w okolicznościach, na które możemy nie mieć wpływu.

Stawanie w gotowości do działania każdego dnia, to właśnie dorosłość.

Nie wciskaj kolejnej drzemki w budziku. Wstawaj i próbuj wejść w świat, tak jak możesz akurat tego dnia. Nie musisz być w tym idealny, nie musisz wygrać wszystkich bitew. Po prostu bierz udział.

Masz ochotę na więcej? Podziel się z nami swoją odpowiedzią na pytania w grupie na FB http://www.facebook.com/groups/547395269095989/

Czego potrzebuję, żeby wkroczyć w swoje życie?

Z jakim lękiem muszę się skonfrontować, aby to zrobić?

Skąd pochodzi ten lęk? Jaką potrzebę skrywa?

Jaką cenę płacę nie „dorastając”?

Zapisz się do newslettera

i pobierz listę "14 najlepszych książek rozwojowych wszechczasów"

 

Zapisując się do newslettera wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych, przez Goodday Katarzyna Światłoń, w celu przesyłania newslettera zawierającego informacje o produktach, usługach, nowościach, promocjach Goodday zgodnie z Polityką prywatności. Wiem, że zgodę tę mogę w każdej chwili cofnąć.

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Dziękujemy!